Newsletter

Wspierają nas

Jaki będzie wpływ GMO na ekosystemy Ziemi - list Justyna Szambelan do Gazety Wyborczej

W odpowiedzi na artykuł Krystyny Naszkowskiej Na spory o GMO jest już za późno. Kwestia GMO leży na styku wielu wątków dyskusji o kształcie naszej rzeczywistości. Decydujemy się wprowadzić do naszego niestabilnego świata kolejną zmienną, kolejny czynnik zwiększający nieprzewidywalność rzeczywistości. Przed podjęciem takiej decyzji należy się zapytać, w jakim celu?

Wszystkie media dzisiaj donoszą, że przeciwnicy GMO są wystraszeni i niedoinformowani. Pani Krystyna Naszkowska trochę uspokaja, że nie ma badań dowodzących szkodliwości tych roślin dla ludzi, a trochę dezawuuje niepoprawnych wskazując, że od lat mimowolnie są nimi karmieni. Ja natomiast nie obawiam się wcale, że przez jedzenie roślin GMO zacznę zapadać na zdrowiu. Nie dręczy mnie też obawa o moje dzieci i wnuki, które miałyby już na co dzień spożywać rośliny transgeniczne, ponieważ nad ich losem ciążą inne poważne zagrożenia, np. globalne zmiany klimatu. Mimo to należę do przeciwników GMO, a publikacje Gazety nie przekonują mnie i nie odpowiadają na moje wątpliwości.

Mam wrażenie, że wszyscy eksperci pytani o zdanie to chemicy oraz agrotechnologowie - nic więc dziwnego, że są za GMO. Trudno kwestionować, że GMO należy do naukowych osiągnięć tych pierwszych i służy celom tych drugich. Będąc jednak ekspertami w swoich dziedzinach nie patrzą oni z szerokiej perspektywy. Chciałabym przeczytać wywiad ze specjalistą od ekosystemów, który przedstawi długoterminowe prognozy wpływu upraw transgenicznych na środowisko. Co najwyżej tyle możemy mieć - prognozy, bo dowodów na długofalowy wpływ GMO na otoczenie nie ma i nie sposób uzyskać. Decydujemy się więc wprowadzić do naszego niestabilnego świata kolejną zmienną, kolejny czynnik zwiększający nieprzewidywalność rzeczywistości. Przed podjęciem takiej decyzji należy się zapytać, w jakim celu?

Pani Krystyna Naszkowska twierdzi, że rośliny transgeniczne są jedynym skutecznym sposobem walki z głodem na świecie. Jakże się myli! Globalnie produkuje się wystarczająco dużo żywności, aby wyżywić wszystkich ludzi na Ziemi (na podstawie raportu FAO). Głodujący dzisiaj w Somalii nic nie będą mieli z tego, że polscy rolnicy zaczną uprawiać ziemniaki GMO, a my w Europie mamy nadwyżki żywności od lat 80-tych (na podstawie Komisji Europejskiej ). Mieszkańcy krajów rozwijających się nie potrzebują więcej zależności od zachodnich rządów (w postaci pomocy żywnościowej) i korporacji rolnych (w postaci opatentowanych roślin i środków ochrony tych roślin). Potrzebują oni samowystarczalności żywnościowej. Aby rozwiązać problem głodu na świecie badania należy prowadzić nad systemem gospodarki światowej, który obecnie powoduje nierówną dystrybucję bogactwa między krajami Globalnego Południa i Globalnej Północy.

Kolejny słaby argument to niemożność wyprodukowania odpowiedniej ilości kotletów bez soi, w którą światowy rynek zaopatrują już prawie wielkie monokulturowe uprawy GMO. Oto, jak bezkrytycznie przyjmuje się wizję amerykańskiego modelu rolnictwa i przemysłu spożywczego, który jest przecież katastrofą z perspektywy statystyk zdrowotnych. Europa ma ambicje, aby stworzyć inny model, zdrowszy dla ludzi i bardziej przyjazny dla środowiska. Zrównoważony rozwój obszarów wiejskich - czy nie tego chce Unia Europejska i Polska? Bardzo ważnym jego elementem jest rolnictwo ekologiczne. I nie chodzi o to, aby bogaci konsumenci mogli sobie kupić droższe produkty z logo rolnictwa ekologicznego, ale o to aby promować model rolnictwa, dzięki któremu obywatele Europy będą mieli dostęp do lepszej żywności, a także do sielskich krajobrazów oraz rezerwuaru bioróżnorodności. Problemem jest fakt, że rolnictwo ekologiczne nie może współistnieć z uprawami GMO. Wystarczy spojrzeć na ilość spraw sądowych toczących się w amerykańskich sądach między pojedynczymi rolnikami a korporacjami rolnymi. A wracając do kotletów, zrównoważony model gospodarki żywnościowej najprawdopodobniej będzie się to wiązał z ograniczeniem ilości mięsa w diecie, co jest w obecnej sytuacji bardzo wskazane (polecam książkę "Na początku był głód" Marka Konarzewskiego, której autor stawia tezę, że jeszcze nigdy w historii ludzie nie jedli tyle mięsa). Mielibyśmy dzięki temu możliwość ograniczenia intensywnych hodowli, a tym samym wielkich emisji CO2 do atmosfery (18% światowych emisji pochodzi z przemysłu mięsnego, na podstawie raportu IMS ) oraz wielkiej ilości cierpienia zadawanego zwierzętom rzeźnym.

Oto dlaczego w kwestii GMO podnosi się tak głośny sprzeciw - dlatego, że leży ona na styku wielu wątków dyskusji o kształcie naszej rzeczywistości. Dopuszczenie upraw GMO odwraca nas od wizji świata opartego na zasadzie zrównoważonego rozwoju.

Justyna Szambelan

2011-08-25

31.08.2011. 19:22