Newsletter

Wspierają nas

O tym, jak Polacy zjadają Płuca Ziemi

Czy to przypadek, że media w Polsce milczą, że importowana do Polski z Ameryki Południowej soja GMO, którą masowo karmi się zwierzęta na wielkich fermach hodowlanych w Polsce, jest zabójcza dla środowiska naturalnego całego kontynentu południowoamerykańskiego, a zwłaszcza dla Amazonii? Czy komuś chyba zależy na tym, byśmy nie wiedzieli, że kupując wyroby mięsne i jaja kurze wielkich producentów w Polsce, po kawałku zjadamy Płuca Ziemi - Amazonię rujnując klimat naszej Planety.

Otwarcie Polski na świat lat dziewięćdziesiątych poza wieloma pozytywnymi skutkami przyniosło również zjawisko nie do końca dostrzeżone przez polską opinię publiczną: inwazję wielkich, międzynarodowych korporacji w dziedzinie rolnictwa. Tej wielkiej nieświadomości opinii publicznej dotyczącej rosnącej zagranicznej kontroli nad polskim rolnictwem i przemysłem spożywczym sprzyjał fakt, iż w Polsce przyjęło się, że tematy dotyczące rolnictwa i żywności nie są tematami pierwszoplanowymi. Bo przecież cóż ważnego może się dziać na polskiej wsi poza dyskusją na temat pieniędzy na KRUS i cen płodów rolnych? W konsekwencji przyjęło się, że wystarczy, gdy tematami rolnymi i żywnością zajmą się wyspecjalizowani politycy, np. z Polskiego Stronnictwa Ludowego (tzw. „ludowcy”). W konsekwencji fundamentalne zmiany własnościowe na wsi i przemyśle spożywczym w ciągu ostatnich kilkunastu lat dokonały się właściwie niezauważone. Włochy, Francja czy Niemcy jak lew bronią swoich tradycyjnych produktów spożywczych (by wymienić tu tylko francuskie sery, szynkę parmeńską czy koniak). A w wybitnie rolniczym kraju, za jaki uchodzi Polska, nikomu nie przeszkadzało, że takie renomowane znaki towarowe jak „Wedel”, „Krakus”, „Winiary”, „Prince Polo”, „Pudliszki” trafiają za niewielkie pieniądze w ręce koncernów międzynarodowych, które z polską tradycyjną żywnością nie mają nic wspólnego.

To dziwne, bo wydawałoby się, że każdy Polak chciałby bronić suwerenności żywnościowej własnego kraju, że w interesie Polski leży to, aby tradycyjne potrawy, setki tradycyjnych gatunków roślin uprawnych i zwierząt hodowlanych przetrwało, że w naszym narodowym interesem jest to, byśmy mieli pełne prawa do upraw naszego rolnictwa, słowem do kontroli nad produkcją własnej żywności.

W puszczy Amazonii, która jest największą puszczą równikową Ziemi, żyje ponad 600 gatunków ptaków, setki tysięcy gatunków owadów i ponad 40 tys. gatunków roślin kwitnących. Spełnia ona szczególną rolę regulując klimat naszej planety „pompując” wilgotne, gorące powietrze z tropików do Półkuli Północnej. Specjaliści uważają, że największą katastrofą ekologiczną, jaka przytrafiła się naszej planecie, jest postępująca zagłada lasów tropikalnych. Skutkiem niszczenia lasów tropikalnych jest ogromna emisja gazów cieplarnianych do atmosfery.

W ciągu ostatnich czterdziestu lat wykarczowano siedemset tysięcy kilometrów kwadratowych Amazonii, czyli obszar dwukrotnie większy od Polski. W ciągu ośmiu sekund znika obszar puszczy wielkości boiska piłkarskiego, a w ciągu roku - wielkości Belgii. Karczowanie Amazonii odbywa się przeważnie według jednego schematu - najpierw wycina się drzewa – najczęściej nielegalnie. Po drwalach przychodzi wypas bydła, a na koniec plantacje soi modyfikowanej genetycznie. Rośliny i zwierzęta zamieszkujące ten obszar najczęściej giną bezpowrotnie. Drzewa wycinane są dzień i noc, legalnie i nielegalnie, w warunkach bierności władz Brazylii. Nikt tu nie liczy się z odwiecznymi mieszkańcami Amazonii - w XX wieku wyginęło tu całkowicie 90 plemion Indian. Zdjęcia satelitarne pokazały, że tylko w samym roku 2004 wykarczowano ponad 25 tys. km kw. lasów Amazonii. Na niezmierzonych połaciach wykarczowanej Puszczy Amazońskiej w Brazylii rośnie soja, której dwie trzecie upraw kontrolują ponadnarodowe „Trzy Siostry”: Cargill, ADM i Bunge. Od nich pochodzą modyfikowane genetycznie nasiona, nawozy i silnie toksyczne dla środowiska środki ochrony roślin. Giganty te następnie skupują soję od rolników i wysyłają ją do Polski i całej Europy. Cargill rozlokował się w Mato Grosso, gdzie kontroluje produkcję soi modyfikowanej genetycznie. Według wszelkich szacunków Cargill jest największym eksporterem soi w Brazylii.

W tym świecie bezprawia próby powstrzymania ekspansji hodowców bydła i właścicieli monokultur soi GMO, którzy przekształcają niezbędną dla naszej planety Puszczę Amazońską na grunty orne i pastwiska, okazują się nieskuteczne. – Cargill wykupuje całą ziemię – mówi działaczka związków zawodowych Ivete Bastos de Santos.

W 1996 roku rozpoczął też działalność dział handlowy Cargilla w Polsce zajmujący się eksportem oraz importem zbóż, tłuszczów roślinnych i właśnie śruty sojowej. Od początku lat 90-tych w obrotach handlu zagranicznego surowcami i produktami roślin oleistych utrzymuje się wysokie ujemne saldo Polski 200-600 mln dolarów. Jest to spowodowane przede wszystkim olbrzymim importem śruty soi odyfikowanej genetycznie właśnie z Ameryki Południowej. W sezonie 1999/2000 importowaliśmy 900 tys. ton takiej śruty sojowej. W 2000 roku senat chciał wprowadzić moratorium na użycie soi GMO w żywieniu zwierząt w ustawie o środkach żywienia zwierząt - spotkało się to z bardzo ostrą ripostą i stwierdzeniem ministerstwa rolnictwa: - 100% śruty sojowej w Polsce jest modyfikowane genetycznie – i sejm poprawkę senatu odrzucił. To doprowadziło do ogromnej skali importu śruty sojowej modyfikowanej genetycznie, która wypiera polskich rolników z krajowego rynku pasz - obecnie Polska importuje rocznie już prawie 2 mln ton takiej śruty, czyli ten import podwoił się w ciągu dziesięciu lat. Do roku 2003 głównym rynkiem zakupu śruty były kraje UE (Niemcy, Holandia, Belgia), skąd pochodziła większość importu. Jednak od 2004 r. systematycznie zwiększał się import śruty soi z Brazylii i Argentyny, które należą do największych producentów roślin modyfikowanych genetycznie na świecie.

W tej chwili kontrolowana przez firmy zagraniczne branża paszowa w Polsce należy do najbardziej skonsolidowanych i zyskownych sektorów przemysłu rolno-spożywczego. Jedną trzecią łącznych jej przychodów wynoszących ok. 2 mld zł rocznie, uzyskują trzy międzynarodowe giganty: Provimi-Rolimpex (który obecnie jest przejmowany przez Cargilla), De Heus Koudijs-Hima oraz sam Cargill. Prócz biotechnologów, którzy korzystają prawie wyłącznie z funduszy międzynarodowych koncernów na badania, trudno znaleźć polskich beneficjentów obecnej monopolizacji nasiennictwa, dystrybucji środków ochrony roślin oraz rynku pasz w Polsce.

Marek Kryda

01.09.2011. 09:53